Thursday, August 29, 2013

Moja letnia Playlista





Poniewaz lato juz prawie sie konczy, a przed nami amerykanski Labor Day Weekend, ktory jest oficjalnym zakonczeniem lata, zalaczam ponizej jedna z moich ulubionych playlist tego lata.
Zeby lato w naszych glowach i sercach trwalo jak najdluzej!!!

Monday, August 26, 2013

Mary Meyer - moda w dzielnicy Bushwick


Dzisiaj o modzie, bo nie można sobie wyobrazić bez niej mojego życia. W obecnym momencie nie ma zbyt wielu ciekawych sklepów z ubraniami w moich okolicach, ale ponieważ kreatywni ludzie przenoszą sie do tej dzielnicy w tempie bardzo szybkim, nie mam wątpliwości, iż niedługo będę pisać i pisać o świetnych przybytkach powodujących znaczące dziury w kobiecym budżecie, ale bardzo podnoszących nastrój.
Tym razem o butiku młodej projektantki Mary Meyer, który odwiedziłam tydzień temu.
Mary Meyer urodziła sie w północnej Kalifornii, a dorastała w artystycznej czesci Los Angeles -  Venice, ukończyła wydział malarstwa na California College of the Arts.
Podczas swojej uniwersyteckiej edukacji odkrywała techniki nadruków na materiale, przędzenia, malowania tkanin, jak również stolarki. Projektowanie ubrań zajęła się początkowo w swoim pokoju gościnnym,  szyjąc i oferując swoim znajomym koszulki z napisami i sukienki. W 2005 założyła własną firmę Mary Meyer Clothing. 
Charakterystyczne dla stylu Mary jest codzienny, sexy charakter jej projektów o unikalnych nadrukach. Jej sztuka czerpie inspiracje z afrykańskich tkanin, japońskich technik farbowania tkanin, amerykańskiej kolorowej historii ozdobnego pikowania kołder (quilting), pop artu, plaży, kultury muzyki gotyckiej w latach 90tych i napisów na koszulkach w latach 80-tych. Oprócz ubrań, Mary zajmuje się prowadzeniem Mary Meyer Art House, gdzie organizuje imprezy dla mało znanych artystów i zespołów muzycznych.
Swój sklep dzieli z Bogart & Moore firmą zajmującą się sprzedawaniem rzeczy vintage.
Podczas mojej wizyty nabyłam niesamowitą złoconą bransoletkę plus wisiorek za jedyne 4 $. Sklep mieści sie w piwnicy tuż przy metrze L. Jezeli znajdziecie się w tej części Brooklynu, musicie koniecznie go odwiedzić.


Mary Meyer 
Adres:
56 Bogart St
Brooklyn NY 11206






Sunday, August 25, 2013

Książki i już jak w domu

Czas na pierwszy wpis. Spokojna i leniwa niedziela we wciąż nowym domu w Ridgewood, Queens/Brooklyn. Nasze mieszkanie jest ciekawie położone na granicy mieszkaniowego raju dla Polaków, którzy uciekli z Greenpointu zniechęceni rosnącymi czynszami, a hipsterską oazą Bushwick, gdzie przenoszą sie młodzi artyści i pisarze, których nie stać na wygórowane cenowe lokum na Williamsburgu.
Tym razem wraz z Timem wybraliśmy się do jednej z dwóch artystycznych kawiarni-księgarni w okolicy. Przechadzka trwała ponad 20 minut, ale bardzo było warto. Księgarnia o nazwie Molasses Books ukrywała się niepostrzeżenie pośród bloków mieszkalnych. Jest to małe, bardzo urocze miejsce z mini barem serwującym kawę, herbatę i inne napoje bardziej alkoholowe. Większość książek pochodzi z tzw. drugiej ręki, co moim zdaniem zawsze dodaje książce więcej uroku.
W miejscu tym można sobie spokojnie zasiąść przy stole, barze lub przy oknie, albo na ławce na zewnątrz. Ceny książek nie są niskie, np. książka z autografem Paula Austera kosztuje 60$, ale jest też masa książek bardzo przystępnych cenowo. Wybrałam dwie; jedną rosyjskiego pisarza Andrieja Siniawskiego "Opowieści fantastyczne", o której nigdy w Polsce nie słyszałam, a bardzo spodobało mi się porównanie stylu tych krótkich opowiadań do prozy Dostojewskiego i Gogola, aczkolwiek są one przykładem jeszcze większej anty-sowieckiej dywersji, za którą autor był skazany na ciężkie roboty, więc czytać będę z wielkim zaciekawieniem. Drugi zakup to "My Sister's Hand in Mine" Jane Bowles, żony znanego pisarza amerykańskiego, Nowojorczanki z urodzenia, która nigdy nie została należycie doceniona za swoje pisanie. Przekonam się chętnie, co też pisała, tym bardziej iż 20 lat mieszkała w Maroko.
Księgarnia zachęcała swoim klimatem do pełnego niedzielnego luzu, barrista, który tam pracował, jak na prawdziwego hipstera przystało miał na sobie mocno spraną koszulkę z napisem Północna Dakota; był bardzo zrelaksowany spędzając większość czasu z koleżanką na ławce przed sklepem i delektował nas muzyką ze starego winyla z zupełnie nieznaną, nawet mojemu mężowi, który o starej muzyce country wie wszystko, wokalistką o bardzo leniwym i sensualnym głosie.
Bushwick przypomina mi Williamsburg 11 lat temu, mój pierwszy raz w Nowym Jorku. Opuszczone magazyny, latynoska muzyka i kolorowe deli, a pomiędzy tym wszystkim jak małe kolorowe kwiaty pojawia się super interesujące grafitti, galerie, sklepy z ubraniami, itp. To dopiero początek i mam nadzieję, że ten blog będzie skrupulatnie opisywał wszystkie moje odkrycia zarówno na Bushwick jak i w Ridgewood. Miłej niedzieli.