Czas na pierwszy wpis. Spokojna i leniwa niedziela we wciąż nowym domu w Ridgewood, Queens/Brooklyn. Nasze mieszkanie jest ciekawie położone na granicy mieszkaniowego raju dla Polaków, którzy uciekli z Greenpointu zniechęceni rosnącymi czynszami, a hipsterską oazą Bushwick, gdzie przenoszą sie młodzi artyści i pisarze, których nie stać na wygórowane cenowe lokum na Williamsburgu.
Tym razem wraz z Timem wybraliśmy się do jednej z dwóch artystycznych kawiarni-księgarni w okolicy. Przechadzka trwała ponad 20 minut, ale bardzo było warto. Księgarnia o nazwie Molasses Books ukrywała się niepostrzeżenie pośród bloków mieszkalnych. Jest to małe, bardzo urocze miejsce z mini barem serwującym kawę, herbatę i inne napoje bardziej alkoholowe. Większość książek pochodzi z tzw. drugiej ręki, co moim zdaniem zawsze dodaje książce więcej uroku.
W miejscu tym można sobie spokojnie zasiąść przy stole, barze lub przy oknie, albo na ławce na zewnątrz. Ceny książek nie są niskie, np. książka z autografem Paula Austera kosztuje 60$, ale jest też masa książek bardzo przystępnych cenowo. Wybrałam dwie; jedną rosyjskiego pisarza Andrieja Siniawskiego "Opowieści fantastyczne", o której nigdy w Polsce nie słyszałam, a bardzo spodobało mi się porównanie stylu tych krótkich opowiadań do prozy Dostojewskiego i Gogola, aczkolwiek są one przykładem jeszcze większej anty-sowieckiej dywersji, za którą autor był skazany na ciężkie roboty, więc czytać będę z wielkim zaciekawieniem. Drugi zakup to "My Sister's Hand in Mine" Jane Bowles, żony znanego pisarza amerykańskiego, Nowojorczanki z urodzenia, która nigdy nie została należycie doceniona za swoje pisanie. Przekonam się chętnie, co też pisała, tym bardziej iż 20 lat mieszkała w Maroko.
Księgarnia zachęcała swoim klimatem do pełnego niedzielnego luzu, barrista, który tam pracował, jak na prawdziwego hipstera przystało miał na sobie mocno spraną koszulkę z napisem Północna Dakota; był bardzo zrelaksowany spędzając większość czasu z koleżanką na ławce przed sklepem i delektował nas muzyką ze starego winyla z zupełnie nieznaną, nawet mojemu mężowi, który o starej muzyce country wie wszystko, wokalistką o bardzo leniwym i sensualnym głosie.
Bushwick przypomina mi Williamsburg 11 lat temu, mój pierwszy raz w Nowym Jorku. Opuszczone magazyny, latynoska muzyka i kolorowe deli, a pomiędzy tym wszystkim jak małe kolorowe kwiaty pojawia się super interesujące grafitti, galerie, sklepy z ubraniami, itp. To dopiero początek i mam nadzieję, że ten blog będzie skrupulatnie opisywał wszystkie moje odkrycia zarówno na Bushwick jak i w Ridgewood. Miłej niedzieli.





No comments:
Post a Comment